Dla wielu ludzi teraz „mam zakręt na koty” , „uciekłam w koty” od życia.
Ja nie uciekłam, lecz żyję właśnie. A oczy mam otwarte. Bardzo szeroko.
Ja nie uciekłam, lecz żyję właśnie. A oczy mam otwarte. Bardzo szeroko.
Wrzucałam piękne zdjęcia cudnych kociąt.
By nie skupiać uwagi na cierpieniu, nie wyzwalać współczucia, lecz radość.
By nie skupiać uwagi na cierpieniu, nie wyzwalać współczucia, lecz radość.
I wiem, że przez niektórych moje działania były odbierane jak zabawa, jak wesoła akcja, jak autopromocja!
– Te budki naprawdę ratują życie.
Już czekam, aż dotrę do Kalisza po obiecane kolejne!
Bo wróci kotka do pustostanu.
Już czekam, aż dotrę do Kalisza po obiecane kolejne!
Bo wróci kotka do pustostanu.
– Te piękne i wychowane kotki nie mogą zostać, choć ukochałam, bo nie wiemy co zrobić z kolejnymi 8 maluchami, gdy zostaną złapane lub wyjdą z lecznicy. Rozpytajcie proszę!
– Zebrane przeze mnie fundusze już prawie wydane na pomagam.pl/koty_izy, a gminy mówią – nie ma środków.
Dziś w deszczu usiłowałam przed pracą odłowić 2 ciężarne kotki i malucha.
Nie udało się.
Spróbuję znowu. Ale co z maluchem? Nie mam domów tymczasowych. A kotki? Gmina mówi, że brak środków!
W Koterii pani weterynarz idzie na urlop.
A jak urodzą? Kolejne 8? Panleukopenia? Giargia? Zima???
Piszę nie po to, by epatować cierpieniem.
To jest właśnie POMAGANIE.
Zosia walczy. Nikielek umarł.
Potrzebowałam być prawdziwa. Bez lukru.
Dziękuję.